mechanizmy uzależnienia

Patrzysz na posty znalezione dla frazy: mechanizmy uzależnienia





Temat: W terapii podstawowej
W terapii podstawowej
Choroba ducha polega na stałym zderzaniu się uczynków pijącego
człowieka z normami i wartościami, które w jakiś sposób są dla niego
ważne. To okłamie żonę, że niby po godzinach pracuje dla rodziny, to
wsiądzie do samochodu po piwie wioząc nim dzieci do babci, to znów
oszuka lekarza, który zatroszczył się o jego serce, zatajając przed
nim swoje picie. Podczas tych "zderzeń" wygrywa alkohol i wynikające
z picia krótkotrwałe stany lepszego nastroju.

Przychodzący na leczenie posługują się własnym kodeksem i prawem. To
oni są skrzywdzeni, to ich spotkał zły los. Obiektywnie tak, bo
przecież chorym należy współczuć, jednak najczęściej choroba
przyszła z ich własnego wyboru.
Kiedyś pacjent opowiedział w grupie, jak po pijanemu rozbił
sąsiadowi płot ciągnikiem i szybko wsadził za kierownicę trzeźwego
kolegę. Ośmieszony przez niego sąsiad został dodatkowo wykpiony
przez przybyłą policję, a teraz odwraca od niego głowę, kolega zaś
udający kierowcę wstydzi się, że dał się zmanipulować. Zapytany, po
co to mówi, najpierw odpowiedział, że powinien jakoś finansowo
zadośćuczynić koledze, który wsiadł do ciągnika - grupa kręciła
przecząco głowami. Wtedy pacjent powiedział, że wie od początku, co
powinien zrobić: przyznać się i przeprosić sąsiada, któremu
rozjechał płot. Ale tego nie zrobi, bo to za trudne. Bo może sąsiad
potraktowałby go jak mięczaka i stracił do niego szacunek.
W ramach programu terapii pacjenci na początku rozpoznają szkody
materialne, zdrowotne i społeczne spowodowane piciem. Potem
przechodzą do pracy treningowej, podczas której ćwiczą nowe, zdrowe
sposoby rozwiązywania problemów. Jednocześnie korzystając z wiedzy o
swojej chorobie, zaczynają rozumieć istotę działania alkoholu na
cały ich organizm. Zajęcia edukacyjne mają krok po kroku pogłębiać
wiedzę o charakterze choroby alkoholowej, chorych obszarach i
sposobie leczenia.
Oto podstawowe tematy zajęć edukacyjnych.


Alkoholizm - uzależnienie od alkoholu

Wpływ alkoholu na organizm

Fazy uzależnienia od alkoholu

Bezsilność i utrata kontroli

Głód alkoholu

Emocje, uczucia

Ruch AA

Psychologiczne mechanizmy uzależnienia

Duchowość

Wstyd i poczucie winy

Złość i agresja

Przemoc

Lęk przed zmianą

Proces trzeźwienia

Zapobieganie nawrotom

Halt i 24 godziny

Rodzina z problemem alkoholowym


Józef Spisacki
Wojewódzki Ośrodek Terapii Uzależnienia od Alkoholu
i Współuzależnienia w Stalowej Woli
www.swiatproblemow.pl/2006_5_3.htm
wkleiłem to tutaj, bo chciałbym się dowiedzieć, co jest szkodliwego
dla alkoholika w terapii podstawowej - niektórzy tutaj głoszą takie
rewelacje...

Zobacz wszystkie posty z tego wątku



Temat: Ah te kontrowersje wokol kontrolwanego
drak02 napisał:

> Addi, twoj problem który walkujesz w kólko polega na tym , ze
> 1. Nie pogodziles sie ze swoim alkoholizmem, amoze nie jestes
> alkoholikiem wogole

Moj problem polega na tym, ze nie mam prawa w mysl obecnie
obowiazujacych przepisow zadeklarowac sie jako ktos po srodku, musze
byc albo jedynka albo zero. Nie moge wypracowac jakiejs metody
zlotego srodka. Jedynka to ciezko chory czlowiek, zero to ktos kto
wrecz musi pic, bo przeciez jak niealkoholik to pic musi.


> 2. Usilnie dzilisz alkoholikow na lepszych i gorszych mylac
> mechanizmy uzaleznienia z osobowoscia


Ja to widze odwrotnie- terapeuci i AA wrzucaja wszystkich
alkoholikow do wspolnego wora tylo na podstawie tego, ze maja te
same mechanizmy choroby. Ja na lepszych i gorszych dziele ludzi,
chociaz to tez bardzo trudne, bo mozna popasc w arogancje i pyche.
Reasumujac- nie umiem pogodzic sie z tym, ze ten sam zestaw
zyciowych rad dotyczy kryminaliste i depresyjna niesmiala kobiete.

> 3. Nie pogodziles sie z mysla ze dla alkoholika abstynencja to
> sytuacja zero jedynkowa (albo sie wogole nie pije albo sie pije)
> stad te wszystkie twoje proby udawadniania sobie samemu (i przy
> ikazji innym)ze alkohol ma jednak swoje zalety, ze mozna
kontrolowac
> swoje picie itp.

Ta "mysl" jest dposyc popularna, ale nie tylko ja sie z nia nie
pogodzilem lecz i cale grono psychiatrow, ktorzy uznaja "picie
kontrolowane".
ALe wiem, chodzi Ci tu akurat o moje ukryte motywy- tak, jest tak
jak mowisz, nie pogodzilem sie z tym, ze mam nie pic dlatego, ze
jestem chory i nie wolno mi a nie dlatego, ze ma to mi w czyms
pomoc. Po prostu nie umiem zmusic siebie do takiego postawienia
sprawy. Nie wiem dlaczego, moze jestem arogancki, moze to
doswiadczenia z dziecinstwa, moze zle ksiazki czytalem- nie wiem,
ale nie umiem. Moze kiedys bede umial, ale dzis nie. Probowalem, nie
wyszlo.

GRyzie cie sumienie i nie potrafisz do konca beztrosko siedziec przy
> tej flaszcze z piwem.

Z tym sie zgodze. Do konca beztrosko nie umiem.
wolalbym, aby ta nieiitsniejaca beztroska wynikala z moich wlasnych
postanowien a nie ze straszenia i podpuszczania.
Powiem ci tylko tyle, ze po kilkukrotnym spozyciu piwa w ilosci
pol,jedno lub dwa niemal zwalczylem te strachy z terapii i wrocilem
do korzeni- czyli moich wlasnych motywow, ktore sklonily mnie do
niepicia. Nikomu nie polecam, ale dla mnie jest o wiele lepiej.
D

> Meczysz sie okrutnie nie zazdroszcze Ci tego niepokoju i
szamotania
> sie.

czy okrutnie to nie wiem, faktem ze czasem sie mecze, ale alkohol
jest powodem moze z 1/10 tych meczarni.
Zobacz wszystkie posty z tego wątku



Temat: Nastoletnie problemy
Przede wszystkim to, co napisałam nie jest wyssane z palca,
wystarczy tylko porozmawiać z lekarzami lub terapeutami od
uzależnień, a z takimi mam do czynienia, a także polecam stronę
zielonemity.republika.pl/mity.html.
To tylko urywek z tej strony:

Marihuana nie uzależnia
Jest to prawdą tylko do pewnego stopnia - a więc nieprawdą.

THC ma w czystej postaci niewielkie właściwości uzależniające
fizycznie. Jednak uzależnienie psychiczne następuje szybciej niż w
przypadku alkoholu. Co to znaczy? To znaczy, że kiedy przestajesz
palić nie masz głodów ani delirium. Do ponownego sięgnięcia po
narkotyk zmusza Cię psychika, a nie ciało.

O ile z uzależnienia fizycznego stosunkowo łatwo się wyzwolić (nawet
przy opiatach i alkoholu wystarczy kilka dni tzw. detoksu by
nieodczuwać dolegliwości fizycznych), o tyle uzależnienie psychiczne
wymaga długotrwałej terapii. Głód psychiczny dużo trudniej
przezwyciężyć, bo wspomagają go tzw. mechanizmy uzależnienia.

Po odstawieniu marihuany po długotrwałym paleniu pojawia się
specyficzny zespół abstynencyjny: ciągłe rozdrażnienie, senność lub
bezsenność, bóle głowy, utrata chęci życia, spadek aktywności
życiowej, obniżenie nastroju, zaburzone odczuwanie przyjemności
(seks jest mniej atrakcyjny, muzyka mniej fascynuje, filmy są
nudniejsze). Trzeźwość staje się nie do zniesienia. W ten sposób
uzależniony mózg woła o następną porcję THC.

Przy paleniu okazjonalnym objawy odstawienia są mniej zauważalne,
gdyż organizm odtruwa się powoli. THC odkłada się w komórkach
tłuszczowych (nie jest wypłukiwany przez płyny) i uwalnia z
organizmu przez parę tygodni. Oznacza to, że jesteś pod wpływem
słabych dawek narkotyku nawet parę tygodni po ostatnim paleniu. THC
jest wykrywalne w organizmie człowieka do roku po zaprzestaniu
palenia.

Jak wykazują testy na obecność narkotyków przeprowadzane wśród osób
palących skuna - jest możliwe, że to, co uważamy za czystą trawkę
bywa nasączane roztworem innego narkotyku, który szybko uzależnia
fizycznie. Możliwe, że stąd coraz częściej osoby decydujące się na
powrót do trzeźwości, muszą zaczynać tę drogę od pobytu na oddziale
detoksykacji. Coraz więcej też osób leczy się z uzależnienia od
marihuany w ośrodkach zamkniętych - jednak najczęściej możliwe jest
zdrowienie w ramach terapii ambulatoryjnej (wizyty w poradni).

W samych tylko Stanach Zjednoczonych ok. 120 000 osób rocznie
zgłasza się na leczenie z powodu uzależnienia od marihuany (Raport
of National Instytut Drugs Abuse USA). Ulubiony przez zwolenników
legalizacji marihuany raport WHO z 1995 roku podaje (za: Hall,
1994), że od marihuany uzależnia się do 20% osób, które jednorazowo
zapaliły konopie oraz do 50% tych, którzy używają marihuany
regularnie.

Piszesz o piciu alkoholu i paleniu marihuany przez ludzi dorosłych
już o ukształtowanej osobowości, a temat tu poruszony dotyczy
młodego 17 letniego człowieka, który jest w okresie dojrzewania i
jego osobość jest jeszcze kształtowana.
Ja przedstawiam tutaj tylko MÓJ punkt widzenia i MOJE zdanie na ten
temat, więc nie rozumiem skąd taka agresja w wypowiedzi.



bi_scotti napisała:

> lisdene napisała:
>
> > . Najczęsciej zaczyna się od trawki
> > a kończy sie na narkotykach twardych.
>
> ZADNE badania ani statystyki nie potwierdzaja tego, co tu
napisalas!
> Miliony ludzi na calym swiecie pali rekreacyjnie marihuane raz,
dwa
> razy na tydzien i NIGDY nie probowali, nie brali, nie interesowali
> sie zadnymi innymi "narkotykami" (jesli w ogole traktowac
marihuane
> jako narkotyk, co juz samo w sobie jest sporym naduzyciem). A sa
to
> czesto ludzie dzis 50-60 letni, ktorzy uzywaja marihuany od 40 lat
z
> okladem a w tzw. miedzyczasie maja rodziny, kariery i to wszystko,
> co jest "normalnym, nudnym zyciem". Podobnie jak miliony pije
> szklaneczke wina raz czy dwa razy na tydzien i zadne tragedie z
tego
> nie wynikaja! Papierosy i alkohol w duzych ilosciach to
zdecydowanie
> wiekszy problem, a w calej sprawie najistotnieszy jest brak
> komunikacji pomiedzy matka i synem. Powtarzanie jakichs wyssanych
z
> palca "pewnikow" nikomu nie sluzy, a juz na pewno nie pomoze tej
> akurat kobiecie w nawiazaniu chocby minimalnego kontaktu z synem.
Zobacz wszystkie posty z tego wątku



Temat: Uzależnienie od internetu można leczyć
Uzależnienie od internetu można leczyć
Art. "Gazety Wyborczej"

Ktoś z twojej rodziny nie potrafi oderwać się od komputera, godzinami surfuje
w internecie, a ty nie wiesz, co robić? Już niedługo będziesz mógł poprosić o
pomoc olsztyńskich terapeutów

Leczenia takich nałogów podjął się Miejski Zespół Profilaktyki i Terapii
Uzależnień. Dotychczas terapeuci tu zatrudnieni zajmowali się głównie
problemami narkomanii, alkoholizmu czy przemocy domowej.

Teraz chcą pomagać uzależnionym od internetu, gier komputerowych i hazardu. -
To bardzo zdradliwe nałogi - mówi Błażej Gawroński, dyrektor Zespołu. -
Rodzice są zadowoleni, że ich dzieci spędzają czas przy komputerze, a nie
wychodzą, by spotkać się z kolegami czy napić się piwa. Nie wiedzą, że za
ścianą mają nałogowca, który spędza czas na czatach z nieznajomymi, być może
niebezpiecznymi ludźmi, gra w brutalne gry, nocami nie śpi, myśli o tym, by
jak najszybciej znów usiąść do komputera.

Nie wiadomo, ile jest osób uzależnionych od sieci. Nikt takich badań w
Olsztynie nigdy nie prowadził. W ostatnich latach do MZPiTU zgłaszali się
tylko ludzie uzależnieni od hazardu. Dwa lata temu było ich 103, rok temu 43,
w tym tylko pojedyncze osoby przyznały się do tej choroby.

Jak mówi Gawroński, mechanizmy uzależnienia od sieci są podobne do
przywiązania do narkotyków czy alkoholu. Inne są metody leczenia. -
Abstynencja od komputerów nie wchodzi w rachubę, w dzisiejszym świecie ich
nieużywanie jest niemożliwe - dodaje dyrektor. - Trzeba szukać innych
rozwiązań.

Przez najbliższe miesiące olsztyńscy terapeuci opracują program dla
uzależnionych od sieci. Chętnych do terapii będą szukać przez szkolnych
pedagogów. Do nich będą mogli się zgłaszać i uczniowie, i rodzice.

Nałogowiec za ścianą

Maciej Nowakowski: Wiele osób spędza cały dzień przy komputerze i w
internecie, np. w pracy. To chyba jeszcze nie jest uzależnienie?

Jarosław Zielinski*: Uzależnienie rodzi się wtedy, gdy spędza się czas w
internecie dla przyjemności. Poświęcanie na to zbyt długiego czasu to
pierwsze ostrzeżenie.

Czy to choroba tylko młodego pokolenia?

- Grozi to każdemu, zwłaszcza tym, którzy mają więcej wolnego czasu. W takiej
sytuacji są zarówno studenci, emeryci i pracujący w domu. Łatwiej mogą się
uzależnić ludzie, dla których internet to nowość. Oni nie zdają sobie sprawy
z zagrożeń. Myślą, że połączą się tylko na chwilę, porozmawiają sobie z
kolegą, ściągną nową grę, a zostają do rana.

Kto może stwierdzić uzależnienie?

- Przede wszystkim rodzina. Ale większość rodziców nie wie, że internet bywa
groźny. Może pomóc też znajomy, gdy widzi, że ważniejsza dla jego przyjaciela
jest rozrywka online i czat z przypadkowymi osobami niż wspólne spotkanie.

Czy "odcięcie" od komputera wystarczy, by wyleczyć uzależnionego?

- Nie, uzależniony wymaga pomocy lekarskiej i psychologicznej. Trzeba mu
wyjaśnić, co jest z nim nie tak. Inaczej zawsze znajdzie sobie inne źródło
dostępu do internetu, choćby kafejki internetowe czy kolegów.

Komu łatwiej wyjść z nałogu?

- Tym, dla których internet nie jest wszystkim, którzy mają dobrą rodzinę,
ciekawe zainteresowania lub coś trenują. Bo to zajmuje im czas.

Pedagodzy szkolni mówią, że młodzież nie przyznaje się do internetowego
nałogu.

- Mimo to problem jest. Im bardziej zaawansowany technicznie kraj, tym więcej
chorób związanych z techniką i nowoczesnymi technikami pracy.

Jak duża jest skala tego zjawiska?

- Mówi się, że blisko 10 procent użytkowników internetu jest uzależnionych.
Ale każdy jest zagrożony. To jest jak z innymi nałogami. Paląc pierwszego
papierosa w życiu nikt nie wierzy, że parę lat później może wypalać trzy
paczki dziennie.

* pracownik Uniwersytetu Warszawskiego, zajmuje się społecznymi aspektami
internetu. Od ponad ośmiu lat prowadzi stronę internetową Winter.pl, gdzie
zajmuje się nie tylko techniką w internecie, ale właśnie tym, co spotyka
ludzi korzystających z internetu

Mówi dla gazety:

Elwira Czapiewska, pedagog w Liceum Ogólnokształcącym nr 1 w Olsztynie:

Nie spotkałam się z przypadkiem, by uczeń przyznał, że jest uzależniony od
komputera czy internetu. Nawet jeśli spędza dużo czasu przed komputerem, nie
widzi w tym problemu. Dostrzegają to rodzice. Zauważają, że dziecko nie
potrafi się oderwać od biurka. A to niesie wiele zagrożeń. Młodzież
komunikuje się ze sobą za pośrednictwem sieci. Za jakiś czas nie będą
potrafili ze sobą inaczej rozmawiać. Powstaje pokolenie "sztucznych ludzi".
Trzeba pomóc rodzicom i ich uświadomić. Programy profilaktyczne są niezbędne.
Zobacz wszystkie posty z tego wątku



Temat: Czy to jest już problem?
Niestety w społeczeństwie funkcjonuje stereotyp alkoholika który kojarzy się
z obdartym lumpem mieszkającym nw dworcu.
Znam bardzo wielu alkoholików którzy odniesli sukces i są osobami majętnymi.
Alkoholizm nie zna granic społecznych i materialnych. jedni upijaja się
denaturatem inni markowym koniakiem - natomiast mechanizmy uzależnienia
dokładnie takie same.
Ja też uważam siebie za człowieka sukcesu i jednoczesnie jestem niepijącym
alkoholikiem. Żaluję tylko jednej rzeczy - zbyt późno zainteresowałem się swoim
problemem i straciłem mase czasu, pieniędzy zdrowia i relacji rodzinnych.
Poniżej znajdziesz kryteria które pomoga ci zrozumiec swojá sytuację. Więcej
informacji znajdziesz na stronie
alkoholizm.akcjasos.pl/115.php
F 10.1 : Szkodliwe picie alkoholu
a) Sposób picia alkoholu niekorzystnie wpływający na zdrowie. Szkodliwe
działanie może mieć charakter somatyczny (np. marskość wątroby) lub psychiczny
(np. epizody zespołu depresyjnego wtórne do intensywnego picia alkoholu). Dla
rozpoznania konieczne jest stwierdzenie aktualnego upośledzenia zdrowia
somatycznego lub psychicznego osoby pijącej.
b) Rozpoznanie zespołu uzależnienia od alkoholu wyklucza powyższą diagnozę.

F 10.2: Zespół uzależnienia od alkoholu
Ostateczne rozpoznanie uzależnienia wymaga stwierdzenia występowania co
najmniej trzech z wymienionych poniżej objawów przez jakiś czas w okresie
poprzedzającego roku.
a) Silna potrzeba lub przymus picia alkoholu.
b) Trudności w kontrolowaniu rozpoczęcia lub zakończenia picia lub ilości
wypijanego alkoholu.
c) Wystąpienie zespołu abstynencyjnego po odstawieniu lub zmniejszeniu dawki
alkoholu, przejawiające się charakterystycznymi objawami alkoholowego zespołu
abstynencyjnego lub przyjmowaniem tej samej (lub bardzo podobnej substancji) w
celu zmniejszenia nasilenia lub uniknięcia objawów zespołu abstynencyjnego.
d) Objawy tolerancji, takiej jak zwiększanie dawki alkoholu w celu uzyskania
efektów, które początkowo były wywołane przez dawki niższe (dobry przykład
stanowią osoby uzależnione od alkoholu, które są w stanie wypić ilość alkoholu,
jaka u osób nie przyzwyczajonych mogłaby spowodować utratę przytomności lub
śmierć).
e) Narastające zaniedbywanie innych przyjemności lub zainteresowań z powodu
picia alkoholu; zwiększona ilość czasu poświęcona zdobywaniu alkoholu, jego
piciu lub odzyskiwaniu równowagi po wypiciu alkoholu.
f) Kontynuowanie picia pomimo oczywistych dowodów na występowanie szkodliwych
następstw, takich jak uszkodzenie wątroby na skutek intensywnego picia lub
obniżenie nastroju następujące po okresach picia dużych ilości alkoholu. Należy
dołożyć starań w celu ustalenia, czy osoba pijąca jest lub można się
spodziewać, że będzie, świadoma natury swojego picia i zakresu jego szkodliwych
skutków.

Co oznaczają te kryteria?
(a) Silna potrzeba lub przymus picia alkoholu (tzw. głód alkoholowy) - człowiek
jest ogarnięty obsesyjnym myśleniem o alkoholu ("Bez alkoholu nie
wytrzymam", "Muszę się napić, inaczej sobie nie poradzę"), w uczuciach dominuje
złość, rozdrażnienie, niepokój. Występuje charakterystyczne ssanie w żołądku,
czczość, bolesne pragnienie.
(b) Trudności w kontrolowaniu rozpoczęcia lub zakończenia picia bądź ilości
wypijanego alkoholu - nie dotrzymuje się przyjętych postanowień o nie
rozpoczynaniu czy ograniczaniu picia, o abstynencji w specyficznych porach czy
okresach (np. podczas Wielkiego Postu), o tym, że następnym razem nie upiję się
albo będę pił inaczej. Zawodzą próby trzymania się założonego limitu wypijanego
alkoholu i czasu zakończenia picia (np. "Na weselu będą pić tylko pięć
pierwszych kolejek", lub tylko do północy).
(c) Zespól abstynencyjny po odstawieniu alkoholu lub zmniejszeniu dawki - albo
występują charakterystyczne objawy, albo spożywa się alkohol dla złagodzenia
lub uniknięcia tych objawów ("klinowanie"). Zespół abstynencyjny charakteryzuje
się różnymi dolegliwościami fizycznymi, jak uczucie drżenia wewnętrznego (np. w
żołądku), ale też drżenie rąk i nawet całego ciała, objawy przypominające
grypę: ogólne złe samopoczucie, osłabienie, gorączka, bóle mięśniowe i bóle
głowy. Ponadto kołatanie serca, nadmierna potliwość aż do zlewnych potów,
suchość w ustach i wzmożone pragnienie, brak apetytu, nudności, wymioty,
biegunki. Pacjenci skarżą się na silne pobudzenie, lęk, przygnębienie,
zaburzenia snu.
(d) Objawy tolerancji - te same dawki alkoholu wywołują coraz słabsze reakcje,
muszą więc być zwiększane, aby uzyskać dawne efekty. W ciągu wielu lat
intensywnego picia organizm tak przyzwyczaił się do alkoholu, że osoba jest w
stanie wypić taką dużą jego ilość, jaka u kogoś nie przyzwyczajonego mogłaby
spowodować utratę przytomności lub śmierć.
(e) Narastające zaniedbywanie innych przyjemności lub zainteresowań - coraz
więcej czasu pochłania zdobywanie alkoholu, jego picie lub odzyskiwanie dobrej
formy po dużym piciu albo ciągu. Dawne cele życiowe, zainteresowania, pasje
przestały być ważne i można powiedzieć, że stopniowo alkohol staje się
centralna sprawą w życiu osoby nadużywającej, która do koncentracji na nim
przystosowuje całą swoją aktywność kosztem spraw rodzinnych, zawodowych,
zdrowotnych.
(f) Kontynuowanie picia pomimo oczywistych dowodów na występowanie szkodliwych
następstw - pomimo dotkliwych nieraz strat materialnych, uszczerbku na zdrowiu,
pogorszenia sytuacji w rodzinie do jej rozpadu włącznie, utraty przyjaciół,
kłopotów w pracy. Nawet tak oczywiste sytuacje, jak spowodowanie wypadku po
pijanemu czy interwencja policji, nie powodują zaprzestanie picia. (gp)
Zobacz wszystkie posty z tego wątku



Temat: Oj Janu janu
dopiero zajrzałem(nie za bardzo mam ostatnio czas).chciałbym
odpowiedzieć wszystkim,ale musiałbym chyba esej jakiś spłodzić.więc
króciutko.
demokratyczność alkoholizmu-tak,choroba jest jedna,ludzie
rozmaici.oczywiście każdy urodził się ,wychował i żyje w określonym
środowisku(od "pałaców arcyksięcia" do "dzielnic cudów")i to
determinuje jego życie( a nie geny )-to czego został nauczony w
dzieciństwie,jakie potem przyjął wartości,czego się nauczył,jakie
nawyki w sobie wykształcił(czym skorupka za młodu...).jeżeli sranie
na wycieraczkę sąsiada było uważane za normalne,to bedzie to dla
takiego człowieka normalne(znam takich "normalnych",pochodzacych z
tzw."normalnych"rodzin,tu się rodzi pytanie,co jest normą-ale to już
inna bajka))mnie też nauczono czystości,dbalości o
higienę,dziesieciu przykazań,ale jak byłem w ciagu,to raczej były,
to dla mnie mało istotne rzeczy(po za tym to np.bałem się trzęsącymi
łapami ogolić,by się nie pochlastać,a wanna była za głęboka,więc
mimo ,iż nie cuchnąlem na kilometr,to raczej nie przedstawiałem sobą
kojącego widoku.a poza tym chociażbym nie wiem jak się wypucował,to
zdradzały mnie oczka)
i oczywiście podejście do leczenia alkoholika,którego tzw.dno było
w węźle ciepłowniczym z flaszką dykty,a leczenie p.profesora,który
nigdy nie zszedł poniżej łyskacza nie może być wedle tego samego
schematu,ponieważ wyznają oni inny system wartości-przynajmniej w
początkowej fazie poddania się leczeniu.a to,że tacy się spotykają w
jednej grupie terapeutycznej,stanowi wyzwanie dla
profesjonalistów,by mimo tych róznic uruchomić proces wychodzenia z
nałogu.bo mechanizmy uzależnienia są te same,różnią się ludzie i ich
doświadczenia życiowe.i dla mnie na przykład było bardzo
nobilitujące było,że ja,pochodzacy z rodziny robotniczej,wychowany w
tzw.dzielnicy cudów jestem chory tak samo jak ksiądz,kapitan żeglugi
wielkiej,przedsiębiorca,lekarz,ludzie z wyższym wykształceniem i na
kierowniczych stanowiskach,z którymi byłem w terapii.oczywiście
ludzi z tzw. nizin społecznych,też nie brakowało.To spowodowało,że
nie czułem się gorszy od innych z powodu
pochodzenia,wykształcenia,wiedzy,wyglądu,stanu posiadania,ani lepszy
od pozostałych.i większy szacunek budzą we mnie ludzie,którzy
wygrzebali się z "bunkra",nizli wzorowi obywatele(z bezdomności
wychodzi się piekielnie trudno).
to,że nie każdy ląduje na samym dole łańcucha alkoholowego,nie musi
świadczyć,że jego alkoholizm jest inny.dzisiejsza świadomość
społeczna o uzależnieniach powoduje,że to "dno" jest dużo,wyżej.
i dla mnie jest b. wazne,by się właśnie nie poczuć lepszym od
innych.
a w sprawie poczucia winy i wstydu,bo o tym piszesz tranzycie,to
kiedyś usłyszałem,jak pewna "trzeźwiejąca" stwierdziła,że to
wszystko co zrobiła złego ,to nie jej wina,tylko choroby i nie ma
zamiaru robić jakiegokolwiek zadośćuczyniania,czy kajać się za
grzechy.ja się z nią nie zgodziłem,ponieważ wg.mnie mój alkoholizm
nie jest żadnym usprawiedliwieniem,moich czynów.a często na trzeźwo
robiłem,rzeczy za które jeszcze mi wstyd.czyż nie jest ucieczką w
konfesjonale - więcej grzechów nie pamiętam?
ale to właśnie ta świadomość - co zrobiłem złego w życiu(czy to po
pijanemu,czy nawet na trzeźwo) potrafi być niszcząca.i nic w tym
dziwnego,że człowiek broni się przed tym,bo nagle okazuje się,że to
co myślał,że nie jest złe,okazuje się być złe.to też jest
głównym,wg.mnie,powodem tzw.zapić,po krótkiej abstynencji,gdy do
świadomości dochodzi ogrom zniszczeń życiowych i porażek,gdy do
głosu dochodzą uczucia zalewane,nigdy nie ujawniane,nie dopuszczane
do świadomości(np.poczucie winy,wstyd),a rodzina zamiast się
cieszyć,że nie pije,zaczyna otwarcie wyrażać doznane
krzywdy,zadawnione urazy i pretensje i wymagać ich naprawy.i
wtedy,gdy nie są znane sposoby na radzenie sobie z tak trudnymi
uczuciami,bronimy sie umniejszając albo zaprzeczając lub zwalając-to
nie ja to alkohol.i gdy ktos nie potrafi się zetknąć z bolesną
prawdą o sobie,a jego jedynym znanym sposobem na poradzenie sobie z
tym jest "znieczulenie",wraca do picia i to właśnie najczęsciej
jeszcze bardziej destruktywnego niż wcześniej, nawet do prób
samobójczych.
te słynne "po mityngu chce mi jeszcze więcej pić","terapia jest do
kitu,bo robię trzeci raz i dalej chlam".to nie AA jest złe,nie
terapia jest zła.
gdy słyszę i dowiaduję się na nich,że zabranie dziecku ze
skarbonki pieniędzy na wódę,było okradzeniem własnego dziecka,że
żona nie znalazła sie w szpitalu w wyniku "tylko ją lekko
popchnąłem",że nie przez szefa bydlaka straciłem pracę,a przez to,że
byłem w pracy nachlany,że to nie pech i wina drzewa,że stanęło na
drodze mego auta,tylko tego,że jechałem na kacu,że rodzina jest
zlepkiem zakompleksionych,styranizowanych,zastraszonych ludzi,którzy
mnie nienawidzą,że seks z żoną był de fakto gwałtem,etc...
świadomość,że tak naprawdę jestem bydlakiem,którego się powinno
skasować,taka prawda może być zabójcza.
i tu masz rację tranzyt,dla niektórych nagłe zetknięcie się z nią
jest nie do zniesienia.i właśnie dlatego obrona poprzez powolne
dochodzenie do niej może przynieść lepszy efekt niż łup,obuchem
(czyli umiejętna wyrozumiałość). i oczywiście jest to
proces.trwający w czasie,bo nawet jesli ktoś przyjmie od razu
brzemię przeszłości,to nim nauczy się z nim radzić,musi minąć jakiś
czas.a każdy przecież ma inne tempo i u każdego jest inaczej.
ja nie zapomniałem co zrobiłem w życiu złego,ale nie noszę juz wora
pokutnego.uwolnienie się od tego całego bałaganu życiowego pozwala
mi normalnie żyć.odpokutowałem za swoje błędy,a zadośćuczyniam
równierz swoim obecnym życiem.
o w mordę ,a miało być krótko(a i tak to tylko wierzchołek lodowca) Zobacz wszystkie posty z tego wątku



Strona 2 z 2 • Znaleziono 67 rezultatów • 1, 2
Copyright (c) 2009 Załóż eBloga | Powered by Wordpress. Fresh News Theme by WooThemes - Premium Wordpress Themes.